Trasy i wyjazdy

Dubrownik – historia, zabytki, atrakcje

7 min czytaniaCarsProject

Widok z góry Srđ na otoczone murami Stare Miasto Dubrownika z pomarańczowymi dachami, port z łodziami i granatowe morze

Są miasta, które trzeba zobaczyć raz w życiu, choćby po to, żeby sprawdzić, czy naprawdę są aż tak ładne, jak na zdjęciach. Dubrownik jest. Pomarańczowe dachy, jasny kamień wypolerowany przez setki lat butów i mury schodzące prosto do Adriatyku. Do tego „Gra o Tron”: to tu kręcono Królewską Przystań, więc fanom serialu co druga uliczka coś przypomni.

Jest jedno „ale”, o którym dobrze wiedzieć z góry. Dubrownik padł ofiarą własnej urody. Na Starym Mieście mieszka na stałe niewiele osób, a w szczycie sezonu potrafią je zalać tysiące ludzi naraz, głównie z wielkich wycieczkowców. Miasto się broni (o tym dalej), ale jeśli marzy wam się spokojny spacer murami, plan podróży trzeba przemyśleć. Poniżej to, co realnie się przyda, bez udawania, że każdy kamień jest „magiczny”.

Historia w pigułce

Według legendy Dubrownik założyli w VII wieku uciekinierzy z rzymskiego Epidaurum (dzisiejszego Cavtat), którzy przed Słowianami schronili się na skalistej wysepce. Od lądu dzielił ją wąski, bagnisty kanał. Zasypano go w średniowieczu i w tym miejscu biegnie dziś główny deptak, Stradun. Spacerujecie więc po dawnym morzu.

Najciekawszy rozdział to Republika Raguzy. W 1358 roku miasto wyszło spod władzy Wenecji i przez kolejne cztery i pół wieku było niewielkim państwem kupieckim. Zamiast wojować, Raguza płaciła trybut silniejszym, głównie Turkom, i dzięki temu zachowała niezależność, gdy więksi sąsiedzi walczyli między sobą. Jej hasłem było jedno słowo: Libertas, wolność. Nad wejściem do twierdzy Lovrijenac do dziś widnieje łacińska sentencja, którą można streścić jako „wolności nie sprzedaje się za całe złoto świata”. Raguza zakazała handlu niewolnikami już w 1416 roku, jako jedno z pierwszych państw w Europie.

W 1667 roku miasto zrujnowało trzęsienie ziemi. Zginęło kilka tysięcy ludzi, zawaliła się większość budowli i dlatego sporo dzisiejszego Dubrownika jest barokowe. Republikę zlikwidował dopiero Napoleon w 1808 roku. Potem miasto należało do Francuzów, Austrii i Jugosławii.

Najtrudniejszy był rok 1991. Podczas wojny o niepodległość Chorwacji Dubrownik został oblężony i ostrzelany. Pociski spadały także na Stare Miasto wpisane na listę UNESCO, co wywołało protesty na całym świecie. Odbudowa trwała lata. Idąc murami, spójrzcie na dachy: jaśniejsza dachówka to ta kładziona po wojnie. Z góry widać, ile miasto oberwało.

Mury obronne

Jeśli macie czas tylko na jedną rzecz, niech to będą mury. Kamienny pierścień wokół Starego Miasta ma blisko dwa kilometry długości, miejscami do 25 metrów wysokości i do 6 metrów grubości. To jeden z najlepiej zachowanych systemów obronnych w Europie. Trasa prowadzi górą dookoła miasta, przez baszty i forty: okrągłą Minčetę, Bokar pilnujący portu i wysuniętą na skałę twierdzę Lovrijenac, którą nazywa się „dubrownickim Gibraltarem”.

Sam spacer nie jest trudny, ale schodów jest sporo, kamień bywa nierówny, a w słońcu mury nagrzewają się jak patelnia. Załóżcie wygodne buty i weźcie wodę. Najważniejsza rada w całym tekście: idźcie tuż po otwarciu albo na godzinę przed zamknięciem. W południe mury to wolno sunąca kolejka, a widok na czerwone dachy, dzwonnice i morze najlepiej wygląda w miękkim świetle rano lub wieczorem.

Bilety na mury są drogie i w sezonie rozchodzą się szybko. Miasto szuka sposobów na rozładowanie tłoku, więc przed wyjazdem sprawdźcie aktualne zasady sprzedaży i godziny otwarcia.

Stradun i Stare Miasto

Stradun (oficjalnie Placa) to główna oś miasta: szeroki, wybrukowany deptak, którego kamień jest tak wyślizgany, że w deszczu lśni jak lód. Zwykle wchodzi się na niego Bramą Pile, a tuż za nią stoi Wielka Fontanna Onofria z 1438 roku. To nie ozdoba, tylko końcówka średniowiecznego wodociągu, który doprowadzał wodę do miasta ze źródeł oddalonych o kilkanaście kilometrów. Woda z jej kranów nadaje się do picia, więc napełnijcie tu butelkę.

Przy Stradunie i w bocznych uliczkach stoją najważniejsze świeckie budowle. W Pałacu Sponza, dawnej komorze celnej i mennicy, mieści się dziś archiwum miasta. Gotycko-renesansowy Pałac Rektorów był siedzibą władz. Rektora wybierano tylko na miesiąc, żeby nikt nie zdążył zagarnąć władzy. Dziś w pałacu działa muzeum z reprezentacyjnymi wnętrzami i arkadowym dziedzińcem. Sam dziedziniec wystarczy za powód, żeby wejść.

Nie spędzajcie całego dnia na głównym deptaku. Najlepszy Dubrownik jest w bocznych, stromych zaułkach, gdzie między oknami suszy się pranie, a na schodach co kilkanaście stopni stoi knajpka z dwoma stolikami. Na barokowych schodach jezuickich nakręcono „marsz pokutny” Cersei, ale o serialu za chwilę.

Katedra, św. Błażej i klasztor franciszkanów

Patronem Dubrownika jest święty Błażej i jego figury zobaczycie wszędzie: nad bramami, na fasadach i na murach. Poświęcony mu barokowy kościół stoi przy Stradunie. Niedaleko wznosi się katedra Wniebowzięcia NMP, też barokowa, odbudowana po trzęsieniu ziemi. W jej skarbcu przechowywane są relikwiarze świętego Błażeja.

Najciekawsze wnętrze ma jednak klasztor franciszkanów tuż za Bramą Pile. Jest tam gotycko-romański krużganek i apteka założona w 1317 roku, jedna z najstarszych wciąż działających aptek w Europie. Nadal można w niej kupić kremy robione według starych receptur.

Góra Srđ i kolejka linowa

Nad miastem wznosi się Srđ, wzgórze wysokie na 412 metrów, z którego Dubrownik wygląda jak makieta. Na szczyt wjeżdża się kolejką linową w kilka minut, a panorama na Stare Miasto, wyspę Lokrum i Adriatyk jest dokładnie tak dobra, jak się spodziewacie. Kolejkę zniszczono podczas wojny w 1991 roku i uruchomiono ponownie dopiero w 2010.

Na górze stoi fort Imperial z czasów napoleońskich, a w nim muzeum poświęcone obronie miasta w latach 90. Po wakacyjnym zwiedzaniu to mocne zderzenie z rzeczywistością, ale pomaga zrozumieć, przez co Dubrownik przeszedł całkiem niedawno. Na dół można zejść pieszo serpentyną, mijając kolejne punkty widokowe.

Wyspa Lokrum

Gdy Stare Miasto zacznie męczyć, płyńcie na Lokrum. Stateczek z portu płynie kilkanaście minut, a na wyspie jest cisza: cyprysy, gaje oliwne i pawie, które sprowadził tu w XIX wieku arcyksiążę Maksymilian Habsburg. Są ruiny benedyktyńskiego klasztoru, małe słone jeziorko nazywane Martwym Morzem i sporo skalistych zatoczek do kąpieli. Pół dnia wystarczy.

Śladami „Gry o Tron”

Dla fanów serialu Dubrownik to cel pielgrzymki. Mury i Stare Miasto grały Królewską Przystań, w twierdzy Lovrijenac kręcono sceny z Czerwonej Twierdzy, a na schodach jezuickich marsz Cersei. Można chodzić samemu z mapką lokacji albo wybrać spacer z przewodnikiem, który pokazuje konkretne kadry i opowiada anegdoty z planu.

Kto nie obejrzał ani jednego odcinka, nic nie traci. Te same mury, Lovrijenac i schody są świetne także bez serialu.

Plaże

W Dubrowniku nie ma szerokich piaszczystych plaż. Są żwirowe i kamieniste zatoczki między skałami, z wodą tak czystą, że widać dno. Najbliżej centrum leży Banje, tuż za murami, z widokiem na Lokrum i Stare Miasto. Jest popularna, więc i tłoczna. Spokojniej bywa na dalszej plaży Sveti Jakov, do której schodzi się po schodach, a z wody widać stamtąd panoramę Starego Miasta. Zasada jest prosta: im dalej od Bramy Pile, tym ciszej i taniej.

Co zjeść

Kuchnia jest tu dalmatyńska, czyli śródziemnomorska: dużo ryb, owoców morza, oliwy i ziół. W menu szukajcie pašticady (wołowiny duszonej długo w słodkawym sosie, podawanej z kluskami), peki (mięsa i warzyw pieczonych pod żeliwnym kloszem przysypanym żarem, często na zamówienie z wyprzedzeniem) i crni rižot, czarnego risotta z mątwą barwionego jej atramentem. Na przystawkę plaster pršutu, dalmatyńskiej szynki dojrzewającej, i ser owczy z wyspy Pag.

Dwie rzeczy są stąd. Ostrygi ze Stonu, hodowane w zatoce kilkadziesiąt kilometrów na północny zachód, uchodzą za jedne z najlepszych na Adriatyku. Do tego czerwone wino z półwyspu Pelješac, na przykład Dingač albo Postup. Na deser rožata, miejscowa krewna crème caramel. Jak wszędzie w turystycznych miejscach: im dalej od głównego deptaka zjecie obiad, tym mniej zapłacicie.

Zanim pojedziecie: sezon, tłumy, zasady

Najlepiej jechać poza pełnią lata. W maju, czerwcu i wrześniu woda jest ciepła, ceny znośne, a ludzi znacznie mniej niż w lipcu i sierpniu, gdy ceny noclegów idą w górę. Zimą jest tanio i pusto, ale część lokali i atrakcji bywa zamknięta.

Skala problemu jest spora. Miasto ma około 40 tysięcy stałych mieszkańców, a rocznie odwiedza je ponad milion turystów. W ramach programu „Respect the City” do portu wpuszcza się najwyżej dwa duże wycieczkowce dziennie, z limitem kilku tysięcy pasażerów. W praktyce: bilety na główne atrakcje kupujcie wcześniej i unikajcie centrum w godzinach, gdy z portu wysiada cały statek.

Reszta to zdrowy rozsądek. Stare Miasto jest w całości strefą pieszą, więc obuwie ma znaczenie. W kościołach przydają się zakryte ramiona i kolana. Wodę z fontanny Onofria i z miejskich kranów można pić. Ceny są wyższe niż w innych częściach Chorwacji.

Jak tu dojechać

Z Trójmiasta do Dubrownika jest około 1 850 km, więc w drodze trzeba zaplanować co najmniej jeden nocleg, a najlepiej postój w Splicie albo na wyspach. Przy większej grupie, rodzinie albo paczce znajomych, jeden bus 9-osobowy zwykle wychodzi wygodniej niż kilka aut czy loty z przesiadką. Paliwo, winiety i parkingi dzielą się na wszystkich, a trasę i postoje układacie po swojemu.

Trasę przez Czechy, Austrię i Słowenię, winiety, kategorie opłat dla busa na chorwackich autostradach i formalności na granicach opisujemy we wpisie busem do Chorwacji. Tu tylko dwie rzeczy dotyczące samego Dubrownika. Most Pelješac pozwala dojechać z północy bez przejazdu przez bośniacki Neum. W mieście busem nie wjedziecie na Stare Miasto, a parkingi przy Bramie Pile są małe i drogie, więc najprościej wybrać nocleg z własnym parkingiem i dojeżdżać do centrum miejskim autobusem.

Dostępne busy i ceny znajdziecie w zakładce busy.